Na dobry początek

Konieczność zrobienia zakupów kosmetyczno-chemicznych, a nawet spożywczych może przyprawić o lekkie mdłości. Wszędzie czają się parabeny, złowrogie glutaminiany sodu szykują się do ataku, a do tego to GMO… Zamiast dać się panice, spróbujmy rozprawić się z niektórymi mitami na temat kosmetyków, jedzenia i innymi. A jak? Naturalnie, oczywiście.

Zacznijmy od nazw

– czyli od tego, co bywa najgorszą zmorą, kiedy próbujemy wybrać świadomie jakiś produkt. Często staramy się nie kupować przypadkowych produktów – opisy na opakowaniach nęcą kolorami i napisami „100% naturalnych składników”. Z drugiej strony, rozszyfrowanie składów niektórych kosmetyków wydaje się równie karkołomne, co próba odczytania pisma klinowego bez jego znajomości. Niepowodzenie murowane.

Nie trzeba jednak panikować – nie trzeba też bać się wszystkich substancji.  A nie każda nieznana nam nazwa kryje jakąś groźną substancję.paleta cieni

Po pierwsze każdy kosmetyk musi mieć na opakowaniu podany skład – to wymóg Unii Europejskiej, którego producent nie może obejść. Ten obowiązek wiąże się ze skrótem INCI, czyli International Nomenclature of Cosmetics Ingredients, po którym następuje długa lista angielsko-łacińskich nazw. Ponad to w Polsce, na mocy Ustawy o Języku Polskim, każdy produkt powinien mieć na etykiecie polskojęzyczną wersję opisu (zastosowanie, dawkowanie, opis substancji itp.). Cóż z tego, skoro nie potrafimy odczytać, co kryje się pod poszczególnymi nazwami? Zacznijmy od tych najprostszych:

1. Kolejność

Składniki podawane są zawsze według ich ilości w danym produkcie – zasada ta dotyczy zarówno kosmetyków, jak i produktów spożywczych (jeśli więc kupujemy „krem czekoladowy”, a pierwszym składnikiem jest cukier, warto się jeszcze zastanowić…). Niektórzy producenci podają nawet procentowe przeliczniki zawartości danej substancji w całym preparacie. Ostatnie na liście składników są te, których zawartość jest mniejsza niż 1%, podaje się je w kolejności alfabetycznej.

2. Tajemnicze nazwy

Bolączką czytania opisów tego typu są niewiele mówiące zestawienia liter i cyfr. Jednym z nich jest CI, po którym następuje szereg cyfr – CI oznacza color index, a cyfry oznaczają wówczas numer odcienia – tym oznaczeniem opisuje się typy barwników.

Zazwyczaj pierwszy składnik to Aqua, czyli jak łatwo się domyślić – woda. Oznacza to, że produkt powstał na bazie wody. Niektóre produkty mogą być na baziemaść alkoholu, ale ich stosowanie może być cokolwiek nieprzyjemne. Potem powinny pojawić się susbtancje aktywne, które decydują o podstawowych właściwościach preparatu, ale często większy udział w składzie mają emulgatory, czyli związki zapewniające odpowiednią konsystencję. Może to być Mineral Oil, czyli natłuszczająca parafina (również występująca jako Parafinum Liquidum), która sprawia, że produkt jest „ciężki” i gęsty, a cera ze skłonnościami do przetłuszczania, będzie rzeczywiście tłusta. Inną substancją jest gliceryna (Glicerin) – substancja nawilżająca, zatrzymująca wilgoć, lub Cetyl Alcohol, czyli alkohol cetylowy, wspomagający nawilżanie. Na drugim miejscu może pojawić się również silikon – pod nazwą Dimethicone.

Dalszy ciąg – o substancjach czynnych, detergentach, roślinnych wyciągach i o perfumach – nastąpi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s